wtorek, 31 grudnia 2013

Pochwała szlafroka


Kiedy jesteś już w szlafroku to nikt nie zmusi cię do narysowania dłoni. Historia jest taka, że czasem macie tylko szlafrok z pseudosatyny i on nie daje zbyt dużo komfortu, latem nawet fajny, ale zawiązanie go jest mocno przemijające. I wtedy dostajecie na święta inny szlafrok. Wielki, miziasty, z podwójnym wiązaniem, króliczkowy. Albo zajączkowy. Teraz możecie być prawdziwą blogerką modową, siedzieć rano w szlafroku i pić swoje late (bo jest późno, a wy nie wstajecie wcześnie) i zajadać truskawkami. Oczywiście interpretujecie to po swojemu i o drugiej w nocy nie śpicie, bo mieszacie polentę. Niechaj streetwear nie zajmie w waszym życiu zbyt wiele miejsca, zostawcie go trochę na homewear. A ja już czekam na swój zamówiony s z l a f r o k  w i e c z o r o w y. Nadałam mu nawet imię.

PS. Na skarpetach są całujące się koty z haenemu. A jak skrzyżuje się nogi, to koty na siebie fochują.

sobota, 28 grudnia 2013

Trochę o ciucho-przesycie i kot z lumpeksu

Nie mogę już patrzeć na lookbooka.nu. Plastikowość i jednorazowość większości topowych stylówek jest dla mnie męcząca. Ciągle nowe sukienki w tworzystwie ciągle nowych torebek i niewygodnych szpilek (ciągle nowych) nie są dla mnie już częścią tej narracji o królewskich garderobach, takich wielkich i pełnych po sięgające sufitu półki. Teraz narrator zachowuje się jak ten trendy-telewizyjny-narrator-cynik i swoim znudzonym głosem mówi "gdzie wy trzymacie te wszystkie szmaty?". O, własnie typiarka ma spódniczkę w duże ilości Tupaców na raz. Bez sensu. Zrozumiałabym, gdyby to były koty. 

Prawdopodobnie niedługo zobaczycie mnie w mokasynach i po tym poznacie koniec młodości. Młodzieńcza zachłanność odzywa się jeszcze tu i ówdzie - każe mi mieć dwa szlafroki (na co dzień i wieczorowy) oraz duże ilości szalików. Nowych szalików nie dostaje (żeby był duży i w kratę!), bo zielone pudełko szalikowe się nie domyka. Mieć wewnętrzą surową matkę, to jest dopiero jazda. Wewnętrzna krzywi się też na duże ilości kurtek - może to kwestia tego, że ich duże ilości na dwóch wieszakach w przejściu to bardzo niewygodne rozwiązanie, a może tego, że wszystkie dziwne kurtki nie mają tej magicznej zdolności pasowania do wszystkiego. Kiedyś wybierało się tak, żeby jedna kurtka pasowała do wszystkiego. A jak nie pasowała to i tak nie było możliwości kupienia drugiej kurtki. I to było na swój sposób dobre i do tego warto wrócić. Może w nieco bardziej szczodrej formie - bo jak człowiek nie rośnie już (porzuciłam nadzieję), to i z kurtek nie wyrasta. Teraz zamiast ciuchów człowiek chciałby mieć ubrania.

Są jeszcze inne sprawy, np. zamiast przecenionej pary butów lepiej kupić prawidła do kozaków. Ocieplane buty wyglądają tym lepiej, im jest się starszym. I czasem lepiej kupić karnet na fitness niż nowe jeansy.  

 Shirt - Cubus | T-shirt - SH | Skirt - New Yorker | Boots - Gino Rossi 

wtorek, 26 listopada 2013

Girls just wanna have fun and I just wanna have fries

Prawdziwa fotka z instagrama, owal twarzy lichy, kot potężny.
*Gest dłoni silnie nawiązujący do Damy z gronostajem.

Zastanawia mnie to, jak większość dziewczyn nosi te same rzeczy w ten sam sposób. Tak samo ułożone warstwy, kolory, materiały, rozpinają te same guziki w koszulach, wybierają te same fryzury, zestawiają je z tymi samymi torbami, a dzieło wieńczą takie same buty. Mam przez to czasem wrażenie, że nie uczestniczę w kulturze bycia dziewczyną i omija mnie wiele z życiowej lekkości bycia. Skąd te podobieństwa, czy dress code rozsyłany jest pomiędzy nimi na małych karteczkach? Czy odnajdę jeszcze kiedyś swoje idealne niby-skórzane spodnie i workery? Czy wtedy skończy się biadolenie?

Bo jeśli chodzi o ubiór to musimy uświadomić sobie jedną, ważną rzecz. Ubrania są jak pomidory. Jak wiesz co z nimi zrobić, to nie potrzebujesz dużo więcej składników do zrobienia obiadu. Byle te były świetnej jakości. Wystarczy, że ich nie zepsujesz. Właściwie less is more, a najwięcej kulinarnego wyrafinowana zawsze zdradza prostota. Zbyt nadęte dania w nadętych restaruacjach nadają się tylko na wielkie wyjścia i to takie, o których po fakcie myślimy, że były bez sensu i trzeba było iść na pizzę. Niektórzy jedzą keczup z dżemem, ale oni muszą się pogodzić z tym, że inni krzywo na nich patrzą. I właśnie - jeśli dasz pomidory różnym osobom, to większość zje je w ten sam sposób. No i dużą część pomidorów sprzedaje nam Hiszpania. Zastanówcie się, ile pomidorów rzeczywiście jesteście w stanie zjeść i nie kupujcie więcej, bo się zepsują, tak jak i my jesteśmy zepsuci ich ciągłą dostępnością!

A w temacie kulinarnej prostoty czarna kawa od lat najlepsza. Marzyłam o takiej bluzie z każdą zamówioną Americaną (idealne połączenie stylowego hajlajfu z niezbyt wyrafinowaną chęcią wypicia dużej ilości kawy na raz) i z każdym zadanym pytaniem czy ona z mlekiem ma być. I oto pojawiła się odpowiedź, prosto z Hiszpanii.