Na wstępie chciałam zastrzec pomysł na markę. Podomu - twoje najbardziej wytarte i luźne ciuchy w przypadkowych kolorach. Inspiracje czerpiemy z lat twojej młodości, podstawowych założeń punk rocka, nieskrępowanego cudzą obecnością tańca i śpiewu (z naciskiem na fristajl i własne interpretacje-wariacje), zafarbowanych ubrań (gdzie tam ombre, czerwona koszulka w pralce życia!) lub odfarbowanych ubrań, pidżam, koszulek reklamowych, a także koszulek twojego chłopaka. Mogą być to reklamowe koszulki twojego chłopaka. Podomu uznaje legginnsy za pełnoprawne spodnie. Podomu cię nie ogranicza. Co ciekawe, te ubrania nie mają tendencji do przyciągania sosu pomidorowego i oliwy.
Poważnie, jeśli zostanę już bogata i nie będę mieć żadnych randomowych ciuchów w szafie, to nie wiem jak osiągnę prawdziwy relaks. Być może właśnie dlatego bogate dzieciaki wpadają w poważne tarapaty i narkomanie (tu liczba mnoga). Jeśli już przy dzieciakach jesteśmy - instytucja koszulek podomu wyciągnięta na zewnątrz to zdecydowanie powrót do dzieciństwa (ja swoje spędziłam przed komputerem, "nie mogę wyjść, bo gram w simsy", ale i tak). A wy jak macie? Dajecie radę żyć bez koszulek reklamowych? Bez tego oczyszczającego doświadczenia w jednym momencie estetycznej odrazy i zupełnego carelessu? Katharsis w świecie stockowatych zdjęć blogerek w pidżamach za sto złotych. W chwilach przypływu czasu wolnego co prawda uważam, że jedynym co się opłaca w ubiorze są inwestycje w pidżamy - ale ten wątek pomińmy.
Koszulka, którą tu skrzętnie skrywam pod płaszczem ma w sobie duszę tych brzydactw Podomu, jest taka luźna i jak od pidżamy, a jednocześnie pozostaje po prostu koszulką w paski, która jest w porządku. Bardzo w niej to lubię. Chociaż momentem wyjścia do napisania tego poruszającego postu i tak jest bluza serialu, którym gardzę (a którą właśnie mam na sobie). Zdarzało mi się nosić ją na rzeźbę odwróconą na lewą stronę. Tak bardzo tym serialem gardzę. Możecie zgadywać którym!
Poważnie, jeśli zostanę już bogata i nie będę mieć żadnych randomowych ciuchów w szafie, to nie wiem jak osiągnę prawdziwy relaks. Być może właśnie dlatego bogate dzieciaki wpadają w poważne tarapaty i narkomanie (tu liczba mnoga). Jeśli już przy dzieciakach jesteśmy - instytucja koszulek podomu wyciągnięta na zewnątrz to zdecydowanie powrót do dzieciństwa (ja swoje spędziłam przed komputerem, "nie mogę wyjść, bo gram w simsy", ale i tak). A wy jak macie? Dajecie radę żyć bez koszulek reklamowych? Bez tego oczyszczającego doświadczenia w jednym momencie estetycznej odrazy i zupełnego carelessu? Katharsis w świecie stockowatych zdjęć blogerek w pidżamach za sto złotych. W chwilach przypływu czasu wolnego co prawda uważam, że jedynym co się opłaca w ubiorze są inwestycje w pidżamy - ale ten wątek pomińmy.
Koszulka, którą tu skrzętnie skrywam pod płaszczem ma w sobie duszę tych brzydactw Podomu, jest taka luźna i jak od pidżamy, a jednocześnie pozostaje po prostu koszulką w paski, która jest w porządku. Bardzo w niej to lubię. Chociaż momentem wyjścia do napisania tego poruszającego postu i tak jest bluza serialu, którym gardzę (a którą właśnie mam na sobie). Zdarzało mi się nosić ją na rzeźbę odwróconą na lewą stronę. Tak bardzo tym serialem gardzę. Możecie zgadywać którym!





































